Ambona młodychPanama 2019

Życie jest teraz – no to żyjmy!

91views

Cuda zaczęły się dziać – mówię szczerą prawdę

Chudy, Toy Story

 

Kiedy w dniu zakończenia Światowych Dni Młodzieży w Krakowie publikowałam na Facebooku zdjęcie z hasztagiem #kierunekPanama, nie do końca wierzyłam, że faktycznie polecę do Panamy. A jednak. I teraz, po doświadczeniach z Krakowa i Panamy, wiem już na pewno: jestem Bożym teraz, a Bóg jest moim najwierniejszym kibicem.

Zawsze wiedziałam, że mój Anioł Stróż haruje na pełen etat, z nadgodzinami. Doświadczenie Światowych Dni Młodzieży w Panamie i towarzyszącej im podróży tylko potwierdziło to, co zawsze wiedziałam – ja to mam jednak w życiu szczęście. Najprostszy przykład? Myję włosy pod prysznicem u „Mamy Panamy” (tak nazywałyśmy z koleżankami mamy, które nas gościły w trakcie pielgrzymki) w Panama City, otwieram oczy, a tuż przy odpływie leży mój kolczyk – bardzo ważny dla mnie, te konkretne kolczyki dostałam od rodziców po obronie pracy magisterskiej. Nie wpadł do odpływu, tylko spokojnie leżał i czekał, aż go zauważę. No Anioł Stróż czuwa jak nic!

Takich historii miałam w życiu wiele, wiele więcej. Dwa razy zgubiłam portfel, raz licencjat, raz telefon… Wszystko się znalazło, telefon czekał w zajezdni autobusowej, portfel raz w sklepie, raz w dziekanacie na uczelni, a licencjat ktoś znalazł, przekazał komuś, kto przekazał go komuś… kto złożył go w dziekanacie – w dniu, w którym mijał termin składania prac. No powiedzcie sami, chodzące szczęście. Naprawdę warto być w dobrych kontaktach ze swoim Aniołem Stróżem (i świętym Antonim też).

Ludzka życzliwość nie zna granic – nawet jak nie zna przy tym języka.

Wróćmy jednak do Panamy… Tyle życzliwości, ciepła i bezinteresownej pomocy ze strony obcych ludzi nie doświadczyłam chyba nigdy wcześniej. Przykład: wracałyśmy z koleżankami wieczorem autobusem do wspomnianej wcześniej „Mamy Panamy”. Dosiadłyśmy się do jakiejś pani, standardowe Polonia, Polonia, parę uśmiechów, jedziemy. Jedziemy i jedziemy, wszystko pod kontrolą. W którymś momencie pani prosi nas o pokazanie naszej nawigacji w telefonie. Szybko okazuje się, że to jednak nie ten autobus, a my jesteśmy gdzieś na końcu świata. Pani wstaje, podchodzi do kierowcy, rozmawia, długo rozmawia, w międzyczasie pojawia się chłopak z translatorem, w dyskusję włączają się kolejne osoby. No nie dojedziemy tym autobusem. Ale co się dzieje? Kierowca specjalnie dla nas zmienia trasę, odstawia nas w dogodne miejsce. Dziękujemy, zostawiamy mu bransoletkę z napisem „Polska”, wysiadamy. Pani za nami, ona nas zaprowadzi. Próbujemy grzecznie odmówić, przecież są ubery, nie będziemy pani zawracać głowy więcej niż to konieczne… Pani się upiera. To idziemy. Jedna uliczka, druga uliczka, trzecia… Trafiamy na grupkę młodych ludzi, dwóch mężczyzn, dwie kobiety, stoją przy samochodzie przed domem, popijają piwko „Panama”. Pani podchodzi, pyta o drogę. Jeden z panów, postawny, czarnoskóry, tłumaczy, gestykuluje, aż w końcu wzdycha, odstawia piwo i zaprasza do samochodu. Patrzymy po sobie – czy to na pewno rozsądne wsiadać do samochodu w obcym kraju z obcym człowiekiem… Ale ostatecznie wsiadamy, by już chwilę później znaleźć się praktycznie pod domem, a na koniec robimy sobie pamiątkowe selfie. A przecież wystarczyłoby wysadzić nas wtedy z autobusu…

Lekcja pokory i odcięte nogawki

Czterdziestosześciogodzinna podróż w jedną stronę uczy cierpliwości i pokory. Tego samego uczy dwutygodniowy wyjazd z dużą grupą (było nas w sumie z „PoMyśl Panama” około 150 osób, cztery podgrupy, trzy autokary). Ciągłe czekanie – w kolejce do toalety, w kolejce po jedzenie, w kolejce po pieczątki na granicy Kostaryki z Panamą, czekanie na kierowców… Było mnóstwo pięknych doświadczeń, kilka trudnych, jedno prawie traumatyczne – czuwanie w parku z mnóstwem pająków, które przechadzały się po nas i naszych legowiskach niewzruszone (niektórzy, bez pokazywania palcem, zrezygnowali i wrócili na noc do domu). Bywało też zabawnie – np. gdy podczas ostatniej Mszy z papieżem Franciszkiem panował taki upał, że stojący przede mną pan postanowił obciąć nożyczkami nogawki swoich długich spodni…

Ale przechodząc do spraw najważniejszych…

Światowe Dni Młodzieży w Krakowie to dla mnie przede wszystkim słowa o wstawaniu z kanapy. O tym, że Bóg jest moim najwierniejszym kibicem. I rzeczywiście, gdy porównam moje życie dzisiaj i trzy lata temu, różnica jest przeogromna. Dużo brakuje mi do postawy dobrego katolika, mam sporo braków, wiele mogę sobie zarzucić. Ale w Panamie Ojciec Święty mówi do mnie: jesteś Bożym teraz, życie jest teraz. Jakże więc mam się bać? Opierać? Marudzić?

„Rób rzeczy szalone, z Bogiem się uda!” – powiedział kiedyś przyjaciel młodych o. Jan Góra. „Życie jest teraz” – mówi dzisiaj Franciszek. No to żyjmy! Żyjmy najpiękniej, jak tylko się da. I dzielmy się tym pięknem.

Do Polski wróciłam nie tylko opalona, z walizką prezentów. Coś się zmieniło. I wciąż się zmienia.

I last, but not least… Maryjna Panama, Światowe Dni Młodzieży pod hasłem „Oto ja, służebnica Pańska, niech mi się stanie według słowa Twego”. Czy można sobie wymarzyć piękniejsze okoliczności do przyjęcia szkaplerza? (jeszcze raz wielkie dzięki, księże Piotrze!)

 

Dorota Łomicka, na ŚDM 2019 z grupą „PoMyśl Panama”

Świadectwo jest tekstem nadesłanym w ramach akcji Podziel się świadectwem! ŚDM #Panama2019

 

Zostaw komentarz

KBO ŚDM
Krajowe Biuro Organizacyjne Światowych Dni Młodzieży to kościelna jednostka organizacyjna powołana przez Konferencję Episkopatu Polski, której zasadniczym celem jest koordynacja przygotowań, zgłoszeń i uczestnictwa polskich grup w światowych spotkaniach młodzieży.