Ambona młodychPanama 2019

Tak, stało się!

205views

Po 2,5 roku oczekiwania na Światowe Dni Młodzieży w Panamie marzenie stało się rzeczywistością, a nawet przerosło moje najśmielsze oczekiwania.

Wracam z Panamy z sercem wypełnionym miłością, ufnością i pokojem oraz głową pełną wspomnień i nowych pomysłów. Te 3 tygodnie spędziłam z grupą 9 polskich przyjaciół (poznanych niedługo przed wyjazdem) oraz moim chłopakiem Panamczykiem – Edim. Związek ten jest owocem ŚDM 2016 w Polsce.

Nie będzie łatwo opowiedzieć, co działo się podczas tej pielgrzymki. Postaram się wybrać jednak te wydarzenia, które najbardziej mnie dotknęły i zapadły w pamięć.

Zgodnie z tematem tegorocznych ŚDM „Oto ja służebnica Pańska, niech mi się stanie według słowa twego” doświadczyliśmy wielu sytuacji, które wymagały bezgranicznego zaufania Bogu. Już w pierwszych dniach okazało się, że zaplanowany nocleg u przyjaciela Ediego został odwołany. Jednak Bóg zawsze, gdy daje jakąś trudność, to tylko po to, aby ofiarować nam coś lepszego. Tą niespodzianką okazał się piękny pensjonat, który właściciele udostępnili za darmo tylko do naszej dyspozycji. Leżał on w samym centrum Valle de Anton – miasta położonego w kraterze wygasłego wulkanu otoczonego górami o bardzo ciekawych kształtach, np. śpiącej Indianki. To ukazuje niesamowitą gościnność, życzliwość oraz zaangażowanie wszystkich mieszkańców Panamy w wydarzenia ŚDM.

Ponadto niezwykle ciekawe okazały się wizerunki Jezusa napotkane przez nas w różnych miastach.  W Porto Bello – bardzo malowniczym miasteczku rybackim – była to postać czarnoskórego Jezusa. Nie wypada tu nie wspomnieć o historii z nim związanej. Figura ta w dużej skrzyni dopłynęła do tutejszego portu na początku XVI w. Jednakże mieszkańcy odesłali ją z powrotem w morze w związku z jej nieznanym pochodzeniem. Od tego czasu mieszkańcy zaczęli zapadać na śmiertelną chorobę i umierać. Ani medycy, ani kapłani nie mogli przerwać tej tragedii. Po kilku miesiącach skrzynia z figurą Cristo Negro przypłynęła powtórnie do miasteczka. Jednak tym razem zdecydowali się oni go nie odsyłać. Wtedy ustała zapadalność na nieznaną chorobę, a co za tym idzie, wysoka umieralność. Do chwili obecnej w mieście odbywają się pielgrzymki i procesje z udziałem „Pana Cudów”. Kolejna napotkana figura, bardzo symboliczna, zrobiła na nas jeszcze większe wrażenie. Była to postać ukrzyżowanego Jezusa… tzn. dzieciątka Jezus. Malutkiego niewinnego dziecka o łagodnym i niewinnym spojrzeniu. Każdy z nas zatrzymał się przy niej na dłuższą chwilę, w milczeniu kontemplując tę symbolikę.

Po tygodniu mniejszych i większych wycieczek turystycznych dotarliśmy do Colon. Nasza 10-osobowa grupka była jedyną reprezentacją Polski, a nawet całej Europy, w parafii San Francisco Javier. Każdy dzień był bardzo aktywny i pełny atrakcji, uwzględniając latynoamerykańskie poczucie punktualności. Z całego tygodnia Dni w Diecezji najbardziej zapadły mi w pamięć 3 wydarzenia. Pierwszym z nich był dzień misyjny, podczas którego udaliśmy się w biedniejsze rejony Colon. Pukaliśmy do domów, z radością dzieliliśmy się swoją wiarą oraz zapraszaliśmy na wspólną Mszę świętą. Największą radość sprawiało to dzieciom, które zbiegały się na wspólną modlitwę. Następnego dnia odbyła się pielgrzymka na wcześniej wspomnianą plenerową Mszę świętą. Była ona dedykowana całej diecezji Colon Kuna Yala. Wśród tańców i śpiewów poznawaliśmy ludzi z różnych zakątków świata. Była to idealna okazja, aby zaobserwować chrześcijańskie wartości w praktyce. Pomimo szalenie wysokich temperatur, prażącego słońca, tłumów oraz trudu pielgrzymowania młodzi troszczyli się wzajemnie o siebie. Dzielili się wodą pitną, nieśli wzajemnie plecaki, użyczali parasoli. Pielgrzymka ta była jedną z wielu okazji na odnalezienie w Panamie wątku salezjańskiego. Radości połączonej ze śpiewami, tańcami oraz zabaw animacyjnych ze wspólną modlitwą. W Panamie wymaga ona niezwykłego, żywego zaangażowania: tupania, klaskania, udziału licznych instrumentów muzycznych. Zwieńczeniem DwD była niedzielna Msza Święta z polskimi elementami. Nasza grupa przygotowała oprawę muzyczną oraz czytania i Ewangelię w języku polskim. Niezwykle wzruszające było dołączanie się grup hiszpańskojęzycznych do wspólnego polskiego śpiewu oraz wystukiwania rytmu w bardzo różnorodny sposób.

Przyjazd papieża Franciszka zbliżał się wielkimi krokami. Emocje sięgały zenitu. Dzięki zarejestrowaniu się z grupą panamską dołączyłam do szczęśliwców, którzy poznali punkt przesiadki papieża z samochodu na papamobile. Oczekiwanie trwało kilka godzin, tłum zwiększał swoją liczebność i napierał na bramki z coraz większą siłą. I jak się wkrótce okazało, na pewne wydarzenia w życiu warto czekać. Franciszek wysiadł ze swojego auta i pozdrowił pielgrzymów. Na plecach poczułam lekki dreszczyk emocji. Jednak to, co zobaczyłam po przeciwnej stronie ulicy, wywołało u mnie niepohamowane łzy wzruszenia. Mężczyzna poruszający się na wózku inwalidzkim próbował przedostać się do przodu, lecz w tym tłumie i okrzykach radości było to niemożliwe. W pewnym momencie otaczający go ludzie siłą własnych rąk unieśli wózek ponad tłum. Dzięki temu papież ujrzał go i pobłogosławił. Każde z przemówień i spotkań z papieżem było bardzo istotne i dawało nową energię do działania. Wyjątkowy był moment wielojęzycznej modlitwy, podczas której czułam się bardzo ukochana przez Boga. Zawsze w jej trakcie zamykałam oczy – „To, co najpiękniejsze, jest niewidzialne dla oczu”. Po tych centralnych wydarzeniach odbywały się liczne koncerty z gwiazdami we wszystkich możliwych stylach muzycznych. Obywatele różnych krajów chodzili i pytali o „changing”. Aktywność ta polegała na wymianie drobiazgów przywiezionych z domu rodzinnego. W moim przypadku były to ręcznie robione bransoletki w kolorze biało-czerwonym oraz obrazki ze Świętą Rodziną i modlitwą Jana Pawła II. Praktycznie wszyscy pielgrzymi wykazywali ogromny entuzjazm słysząc o Polaku – twórcy ŚDM. Jedyne, czego żałuję, to daty powrotnego lotu, która przypadała na sobotni wieczór. W związku z tym nie mogłam uczestniczyć w niedzielnej Mszy Świętej, jednak wiadomość o miejscu i terminie następnych ŚDM dotarła do mnie bardzo szybko – Lizbona 2022.

W związku z tym nasuwa się myśl i pytanie, czy z Bożą pomocą uda się zrealizować kolejny cel, jakim będzie podróż do Portugalii. Patrząc na wyjątkowe symboliczne znaczenie i cuda, jakie Bóg ofiaruje mi podczas uczestnictwa ŚDM, bardzo chciałabym kontynuować tę tradycję. Może nawet uda nam się pobić rekord pewnej pary, dla której tegoroczne ŚDM były już ósmymi z kolei. Jednak do tego czasu należy wprowadzić słowa Franciszka w czyn. Przed nami dużo wyzwań: przybycie Ediego do Polski oraz szukanie pracy, co umożliwi nam rozpoczęcie realnego wspólnego życia (tak bardzo wyczekanego). Przecież przekonaliśmy się już, że dla Boga nie ma rzeczy niemożliwych.

 

Joanna Mrowiec

Świadectwo jest tekstem nadesłanym w ramach akcji Podziel się świadectwem! ŚDM #Panama2019

Zostaw komentarz

KBO ŚDM
Krajowe Biuro Organizacyjne Światowych Dni Młodzieży to kościelna jednostka organizacyjna powołana przez Konferencję Episkopatu Polski, której zasadniczym celem jest koordynacja przygotowań, zgłoszeń i uczestnictwa polskich grup w światowych spotkaniach młodzieży.