Ambona młodychPanama 2019

Nie mieli nic, a dali nam wszystko

279views

Na wyjazd do Panamy zdecydowałam się rok przed rozpoczęciem. Po różnych wydarzeniach w mojej rodzinie, poczułam, że muszę tam być. Perspektywa uzbierania ok. 9 000 była dla mnie przerażająca. Wiedziałam, że nie będzie łatwo (i nie było, pracowałam czasem po 14 h dziennie), ale jakoś nigdy nie czułam zwątpienia. Co więcej, Pan Bóg chciał żebym tam była, powodując, że ciągle na mojej drodze spotykałam ludzi, którzy proponowali mi pracę. Nigdy nie musiałam jakoś ciężko szukać, praca sama przychodziła do mnie w różnych postaciach. Miałam takie poczucie, że to jest niemożliwe, nawet CV nie muszę wysyłać, jedną pracę kończę, pojawia się kolejna. Dzięki temu pół roku przed wylotem miałam już całą sumę. Wiedziałam, że On bardzo mnie chce w Panamie. I dziękuję Mu za to. Tego czasu nie zamieniłabym na żaden inny.

Trafiliśmy do Capiry, miasta położonego jedynie 60 km od stolicy, Panama City. Na pierwszej Mszy nasz Ksiądz powiedział bardzo proste zdanie, które do dzisiaj zostało mi w głowie, a bardzo dziwiło mnie wtedy, bo nie rozumiałam jeszcze skali tych słów. „Nie wrócicie tacy sami do Polski, uwierzcie mi”. Siedziałam na krześle i nie potrafiłam zrozumieć, dlaczego ksiądz to tak akcentował. Po tygodniu – zrozumiałam. To co działo się w Capirze do dzisiaj jest dla mnie nie do pojęcia.

Trafiliśmy do bardzo biednej wioski, gdzie ludzie żyją w skrajnej nędzy. Jak to mówiliśmy „totalna dżungla”. Brak wody, łazienki, prądu, zasięgu. Toaletą była dziura w ziemi wraz z wychodzącymi z niej karaluchami. Przed Panamą myślałam, że tak żyją już tylko ostatnie plemiona, ale prawda jest zupełnie inna. Ci ludzie tak żyją na co dzień, mieszkając zaledwie godzinę drogi od stolicy, gdzie w centrum przepych widać na każdym kroku. Ale Ci ludzie z Capiry, nie mając nic, dali nam wszystko. Dach nad głową, miłość do bliźniego, otwartość na drugiego człowieka. Żyjąc w bardzo nędznych warunkach przyjęli nas do siebie i staliśmy się jedną rodziną, którą łączy miłość do Pana Boga. Ci prości ludzie codziennie spędzali z nami całe dnie, wychodzili na ulice machając flagami z logo JMJ, ich radość na twarzach, że my tam jesteśmy, jest nie do opisania. Tysiące uśmiechów, uścisków, wspólnych śpiewów, tańców, a przede wszystkim modlitwy. Staliśmy się wspólnotą. Nie potrzebowaliśmy do tego internetu, zasięgu, komórek, telewizorów… To by nas tylko rozpraszało. Byliśmy tam każdy dla drugiego człowieka. Byliśmy RAZEM. Nawet ja z moją rodziną, która zawsze gdzieś stała z tyłu. Podczas wieczorów w ich domu próbowaliśmy na migi z przyjaciółką jakoś porozmawiać, złapać kontakt, ale było ciężko. Widziałyśmy, że się wstydzą i nie wiedziałyśmy co zrobić, żeby jakoś ten dystans przełamać. Jednakże w ostatni dzień zdarzyło się coś, co pozostanie ze mną już na zawsze. Gdy zaczęłyśmy się żegnać, obdarowałyśmy wszystkich pamiątkami z Polski, tak żeby nas zapamiętali. Dałyśmy im również wiele ubrań z Polski. I w tym momencie nasz tata spojrzał się na mnie, objął mnie i szczerze, prawdziwie się uśmiechnął, a następnie powiedział: „to było dla nas bardzo ważne, że tu byłyście. To wiele dla nas znaczyło.” Może nie byli bardzo wylewni przez te kilka dni, może i było ciężko z nimi się dogadać, ale oni po prostu przeżywali to wszystko w środku. Po tych słowach ojciec ściągnął złoty łańcuszek z krzyżykiem ze swojej szyi i zapiął na mojej. Łzy zaczęły mi lecieć po policzkach. To tak jakby chciał przez to powiedzieć: „to jest najcenniejsza rzecz jaką mam, przyjmij ją, a ja i moja rodzina będziemy dzięki temu w Twoim sercu, a Ty będziesz w naszym.”

Oni na prawdę nie mieli nic, a dali nam wszystko. Ta cała wioska przyjęła nas mimo trudnych warunków w jakich żyją . Zaprosili nas nie tylko do swoich domów, ale przede wszystkim do swoich serc. Capira pokazała mi, jak niewiele potrzeba nam do relacji. Gromadzimy te wszystkie rzeczy, skupiamy się na karierze, gadżetach, pieniądzach. Wszędzie gdzieś gonimy, spieszymy się. Nie dbamy o relacje, bo nie ma czasu, bo ciągle coś zakłóca. Tam tego nie
było, czas płynął błogo, a my śpiewaliśmy, tańczyliśmy i modliliśmy się do naszego Boga. Przekazywaliśmy sobie razem z całą wioską znak pokoju. I to było szczere, to było z miłości. Ci ludzie nauczyli mnie czym jest prawdziwa relacja z drugim człowiekiem, nawet kiedy zupełnie nie zna się języka drugiej osoby.
Nasz ksiądz miał rację. Nie wróciłam do Polski taka sama.

 

Jadwiga Beśka (grupa DDM Gliwice)

Świadectwo jest tekstem nadesłanym w ramach akcji Podziel się świadectwem! ŚDM #Panama2019

 

Zostaw komentarz

KBO ŚDM
Krajowe Biuro Organizacyjne Światowych Dni Młodzieży to kościelna jednostka organizacyjna powołana przez Konferencję Episkopatu Polski, której zasadniczym celem jest koordynacja przygotowań, zgłoszeń i uczestnictwa polskich grup w światowych spotkaniach młodzieży.