Bielsko-ŻywieckaCzęstochowskaGliwickaKatowickaSosnowiecka

Festiwal Życia 2019 [RELACJA]

186views

Oficjalny film po Festiwalu Życia w Kokotku 2019

a poniżej relacja z poszczególnych dni spotkania.

DZIEŃ 1

Starszy braciszek oprowadza młodszego po szpitalu, w którym przebywa od dłuższego czasu. Wchodzą do kaplicy, gdzie, jak mówi chłopiec, czeka Pan Jezus.
– Czeka? – dziwi się młodszy brat – A nie wyjdzie do nas?
– Coś ty – odpowiada mały pacjent – Przecież jest czerwone, jak będzie zielone, to wyjdzie.

A może „to czerwone”, które zazwyczaj postrzegamy jako coś, co nas hamuje, przeszkadza, blokuje, wcale nie jest takie złe. Co nam tak naprawdę mówi? Zatrzymaj się, zobacz, co możesz stracić, jeśli pójdziesz dalej – tę anegdotę przywołał ks. bp Marek Solarczyk podczas Mszy świętej, która oficjalnie rozpoczęła II Festiwal Życia w Kokotku.

Susza

My dalej nie idziemy. Zostajemy tu na tydzień, by żyć. Po co innego byłby Festiwal Życia. Zgodnie ze słowami bp Marka Solarczyka, który przewodniczył poniedziałkowej Eucharystii, chcemy, żeby to był czas życia, które niesiemy. Życia, które Bóg ofiarowuje nam na wieki. Życia, które możemy tworzyć i chronić. Czasem przyjdzie nam doświadczyć również suszy, jak Eliasz, ale susza w naszym życiu wcale nie musi prowadzić do śmierci. Trzeba nam po prostu szukać wody. I to nie byle jakiej, jak łania, która nie napije się z pierwszej lepszej kałuży, ale próbuje dotrzeć do wody czystej. Msza święta jako pierwszy punkt programu – możemy być pewni, że to autentyczne żywe Źródło, wobec którego nie ostanie się żadna susza.

Danie dnia

To oczywiście wrzątek serwowany na kolację. Bardzo pożywny. Dopiero teraz okazuje się, jakie mogą powstać rarytasy, których głównym składnikiem jest właśnie wrzątek. Mamy go pod dostatkiem, susza nam nie grozi. Zbieramy siły, po kolacji impreza integracyjna. Belgijka to już tradycja, na którą wszyscy czekają, choć dziś może bardziej był wyczekiwany rapujący ks. Kuba Bartczak. Nasze prawdziwe „danie dnia” – strawa dla ducha i ciała, bo „w Boga i prawdę – po prostu wierzę, coraz mocniej, uparcie – po prostu wierzę, mówią że tak łatwiej – po prostu wierzę, inaczej nie potrafię… ”.

Po prostu idę spać. Może nie tak zupełnie po prostu. Nade mną Mały Wóz i Pas Oriona. Ciemności nocy nie zaburzają światła miasta. Mały spacer? Dobry plan, warto sprawdzić, może w jeziorze też dziś przeglądają się gwiazdy…

 

DZIEŃ 2

Samochód się zepsuł. Sytuacja drogowa, zdarza się, ale udało się dojechać do stacji, tam już znalazł się dobry człowiek, który pomoże. Mężczyźni wsiadają razem do sprawnego samochodu i jadą po potrzebną część. Ksiądz i policjant. Wywiązuje się rozmowa. Duchowny wysłuchuje trudnej historii życia mężczyzny, naznaczonej rozwodem z żoną i brakiem kontaktu z dziećmi.
Nie jestem w stanie temu zaradzić – stwierdza ksiądz – ale jedno mogę Ci powiedzieć, krzycz do Boga, krzycz, Jezu, Ty się tym zajmij.
Policjant nie do końca przekonany, mężczyźni wracają na stację i rozchodzą się. Policjant idzie jeszcze zapłacić za paliwo, kobieta wydając paragon wyciąga spod lady książkę o ks. Dolindo Ruotolo „Jezu, Ty się tym zajmij”.
Bierz pan, to działa – dodaje z uśmiechem.
Następnego dnia dzwoni żona, pierwszy raz od sześciu lat – autentyczna historia przytoczona przez p. Joannę Bątkiewicz – Brożek, a takich działo się wiele wokół ks. Dolindo.

Najkrótsza definicja

Do wszystkich zwracał się „Aniołeczku”, mając ponad 80 lat dźwigał w torbie kamienie – skarby dla zbawienia dusz, klękał i prosił o wybaczenie tych, którzy go zdradzili i oskarżyli przed Świętym Oficjum, w wieku 4 lat zamknięty przez swojego tatę w ciemnej komórce ze szczurami, modlił się za niego. Na dwadzieścia lat odsunięty od czynności kapłańskich. Ale nigdy z Kościoła nie odszedł. Mało tego, nie pozwalał o nim źle mówić, bo definicja jest prosta: Kościół – to Jezus. Uderzasz w kościół – uderzasz w Jezusa. O kim mowa? Kto jest tym gigantem pokory? Perłą, która została odnaleziona i wydobyta na światło dzienne właśnie teraz. Ksiądz Dolindo Ruotolo – neapolitańczyk – postać, którą mogliśmy bliżej poznać dzięki spotkaniu z autorką książki o nim i jego znanej modlitwie, p. Joanną Bątkiewicz – Brożek. W języku polskim modlitwa brzmi „Jezu, Ty się tym zajmij”, ale po neapolitańsku jest to dosłownie „Jezu, włóż do tego swoją rękę”. Umiłował Krzyż, gdyby była do nieba inna droga niż Krzyż, to Bóg by nam ją dał. Ojciec Pio, zapytany która rana boli go najbardziej, odpowiadał, że ta od niesienia Krzyża. Nie był to widzialny stygmat, ale odczuwalny. Jeśli jednak przyjąć krzyż, to tylko z wiarą.

Wiara

To właśnie hasło, razem z nieodłącznym podczas tegorocznego festiwalu, prorokiem Eliaszem, towarzyszyło nam dziś przez cały dzień. Doświadczenie wczorajszej suszy cały czas jest w nas żywe. Tak naprawdę nie chodzi o to, żeby susza się skończyła, tylko żeby ją przetrwać, przeżyć i jest to możliwe właśnie dzięki wierze. Żeby się w niej umocnić, u brzegu naszego stawu, uczestniczyliśmy dziś w nabożeństwie namaszczenia olejem.

Brat przeciw bratu…

… z mieczem stanął. To jeszcze czasem spotykany widok, ale żeby siostra przeciw siostrze i to z welonem na głowie. Zacni mężowie, szlachetne damy, nie trwóżcie się jednak, wszystko to z zachowaniem dworskich manier i rycerskich obyczajów. Popołudniowe godziny spędzone przez uczestników Festiwalu Życia na przeróżnych warsztatach zaowocowały m.in. poznaniem takich arkanów jak sztuka władania mieczem, pod okiem rycerza Dawida i jego wiernego giermka. Nieco delikatniej niż w ciężkiej zbroi? Tak też można. W zwiewnej sukience albo po prostu krótkich spodenkach – opanować do perfekcji podstawowe kroki z cza – czy. Teraz tylko przydałoby się zaproszenie na ślub od znajomych, by móc zastosować w praktyce.

Oddaj mi to „niewiele”

– Mówi do nas Bóg. Posługuje się jednak do tego konkretnymi osobami, a dziś był to bp Andrzej Przybylski, który przewodniczył Eucharystii. Usłyszeliśmy słowa zachęty do oddania Bogu siebie, swojego czasu, wygody i przyjemności, bo w dojrzałej wierze zawsze przychodzi taki moment, gdzie trzeba najpierw coś oddać, a dopiero potem się dostanie. Pytanie czy potrafimy oddać Bogu nie z tego, co nam zbywa, ale z tego, co dla nas ważne.

Jak ogień

Daremny trud osoby posługującej się słowem. Jak musical, to trzeba go usłyszeć. Jak choreografia, to trzeba ją zobaczyć. Jak entuzjazm i pasja twórczego działania, to trzeba się jej dotknąć. Na deskach festiwalowej sceny mieliśmy dziś okazję doświadczyć każdym zmysłem, co oznacza musical „Jak ogień”, w wykonaniu przeszło 100 osób – tancerzy i muzyków wchodzących w skład orkiestry symfonicznej. A zaczęło się tak niewinnie, kiedy na scenie stało po prostu kilka rusztowań, jednak po wzięciu ich w obroty tancerzy, został z nich wykrzesany prawdziwy ogień! Kto winien zamieszania? Ksiądz Wojtek Iwanecki, któremu czasem obok kazania, wysunie się spod pióra jakiś scenariusz.

Jedni więc na festiwal przyjeżdżają z kontrabasami, wiolonczelami i kostiumami do tańczenia, by dzielić się tym, co mają, ale spokojnie, takie umiejętności nie są koniecznie wymagane. Można też np. przywieźć kajak, ale oczywiście na rowerze. Jak się tam zmieścił? Hmmm, to już Sławka metody, ale jedno jest pewne, pełniąc funkcję przewoźnika na jeziorze, na pewno nie wziąłby na pokład pasażera ze szpilką…

 

DZIEŃ 3

Lata 60. Dziewczyna chce wstąpić do klasztoru i wyjechać na misje do Afryki. Spowiednik jej zabrania, ma zostać w domu przy rodzicach. Po pewnym czasie dziewczyna zachorowała i poszła do lekarza, a tam usłyszała, że najbardziej będzie jej sprzyjał suchy, gorący klimat. Poprosiła o napisanie tego zalecenia lekarskiego na kartce. Podchodząc do kratek konfesjonału nic nie powiedziała, tylko wsunęła zwiniętą w rulonik kartkę.
Właśnie na to czekałem – stwierdził ksiądz i pobłogosławił jej decyzję o wstąpieniu do klasztoru.
Nie była zwykłą siostrą. Mieszkała ze współsiostrami w cyrku, gdzie po występie opowiadały o Jezusie albo na wozie cygańskim, na którym woziły ze sobą tabernakulum – historia oczywiście prawdziwa, przytoczona przez ks. Artura Godnarskiego w odpowiedzi na pytanie: jak rozpoznać głos Boga? Pytam zawsze Boga i On posyła do mnie ludzi, nawet ludzi których nie znam, ludzi, którym tych pytań nigdy nie postawiłem.

Wybór

Po dniu suszy i doświadczeniu wiary nadchodzi czas na wybór. Podążając za kolejnymi kartami Księgi Królewskiej, na których spisana została historia Eliasza, dostrzegamy, że zasadniczym wyborem w jego życiu był wybór Boga. Ksiądz Artur Godnarski – dzisiejszy prelegent, znany pewnie wielu osobom z Przystanku Jezus – postawił dziś pytanie, co tak naprawdę musi się stać w sercu człowieka, by zamiast lekarstwa wybrał truciznę. Odpowiedź, której udzielił sam ks. Artur była skierowana do nas w formie prośby – nie dajcie się nigdy zepchnąć do granicy, która popchnie was do głupich decyzji.

Raz wybrawszy, ciągle wybierać muszę” (Libelt)

Wybraliśmy już dziś pójście na konferencję zamiast dłuższego spania. Mieliśmy luksus wyboru między szynką i serem na śniadanie. Może ktoś komuś zdążył już o poranku czegoś zabronić, a tym samym stworzył możliwość wyboru posłuszeństwa. Biorąc w palce szczyptę kadzidła podawanego nam przez kapłana podczas nabożeństwa z kadzidłem i rzucając je potem na rozżarzone węgle – również dokonaliśmy wyboru. Zostaliśmy wezwani do tego, by opowiedzieć się wprost za Bogiem. Wzniecić dym kadzidła ze świadomością, że spalam je dla Boga, a nie innych bożków.

Ja i ty = my

O godzinie 11 festiwalowa scena zawsze się wyludnia. Nie widać też nikogo w sklepiku, nawet na molo nikt nie siedzi samotnie zapatrzony w dal. Gdzie wszyscy są? Jakby spojrzeć z lotu ptaka na ogromny teren, na którym odbywają się różne punkty programu Festiwalu Życia, to właśnie o godzinie 11 ujrzelibyśmy rozsiane wszędzie małe kręgi. Kręgi, gdzie co rusz to inna osoba gestykuluje próbując wyrazić swoją myśl, gdzie wybucha śmiech lub panuje atmosfera ciszy i skupienia. Właśnie po to jest ten czas, by w małej wspólnocie z opiekunem dzielić się, obdarzać wzajemnym zaufaniem.

Od kogo biorę?

Msza święta w centrum każdego dnia. Procesja na wejście to nieprzerwany ciąg kapłanów. Chłopak, z którym jeszcze dwa lata temu rozmawiało się o błahostkach, dziś stoi z głównym celebransem przy ołtarzu jako diakon. Chłopak, z którym jeszcze rok temu na zakończenie rozmowy przybijało się piątkę, dziś z mocą błogosławieństwa robi znak Krzyża na czole. Takie małe radości dla tych, którzy są na festiwalu nie pierwszy raz, bo widać jak coś rośnie, jak ktoś wzrasta. A dzięki czemu tak naprawdę możemy wzrastać? Ze słów ks. Andrzeja Nackowskiego, skierowanych do nas podczas homilii, jasno wynikało, że dzięki przyjęciu obdarowania od Boga, bo robi On to w sposób hojny, wolny i radosny. Czas już wyrwać się z logiki brania od kogoś innego, od bożków, które dają nam jedynie myśli, że jesteśmy do niczego, za głupi, za grubi albo za starzy, od bożków, które obdarowują nas samopotępieniem i odrzuceniem.

Koncertowo

Skoro już mowa o grubym czy chudym, dużym czy małym, to przecież najważniejsze jest to, że „może świętym być!”. Przypomniał nam o tym oczywiście nie kto inny, jak zespół Arka Noego zaproszony na dzisiejszy wieczór. Nie zabrakło nawet takich hitów jak „Świeć gwiazdeczko mała świeć do Jezusa prowadź mnie” – trochę zimy na ochłodę w ciągu lata.

Co niektórzy tak się rozkręcili w taneczno- muzycznym zapale, że chodzą plotki, że toi-toie były dziś sprzątane przy dźwiękach gitary, a komuś nawet zdarzyło się pomylić mopa z tancerką. Ciekawe czy ten zapał do sprzątania pozostanie po powrocie do domu.

 

DZIEŃ 4

Nie lubimy czekać, chcemy wszystko mieć od razu. Nawet jeansy muszą być od razu wytarte. Poczekaj dwa, trzy lata, same się wytrą – tymi trzema zdaniami rozbawił nas dzisiaj bp Grzegorz Olszowski. Choć ich wymowa jest o wiele poważniejsza, niż mogłoby się wydawać na pierwszy rzut oka – w kroczeniu za Chrystusem potrzeba nam wytrwałości.

Świadectwo

Jest rzeczą niezbędną, by ogień mógł zapalić się od ognia. Księga Eliasza doprowadza nas dzisiaj do momentu namaszczenia przez proroka swojego następcy, niejako przekazania mu swojego ognia. A kto z desek sceny za pomocą ognistych słów rozpalał dziś w nas ducha walki i oddania Bogu? Postać drobniutka i o niesamowitej pokorze, ale lepiej z nią nie zadzierać, bo jakby co, to dobiega w trzy sekundy. Sylwia Jaśkowiec – wielokrotna reprezentantka Polski w biegach narciarskich. Jak połączyć sport i wiarę? Gdzie przebiega cienka granica między zdrową ambicją a chorym dążeniem do perfekcji? Jak nie dać się zafiksować tylko i wyłącznie na wygranej i to wygranej z dużą przewagą? Jak powiedzieć trenerowi, że w niedzielę zamiast jednego treningu chce się iść na Mszę? Nie łatwe to wyzwania, ale wsłuchując się w świadectwo Sylwii można było dojść do wniosku, że trzeba nam po prostu otworzyć się na działanie Boga. Dziewczyna z wioski – jak sama o sobie mówi – zauważona przez szkolnego trenera, który dzieciakom z podstawówki poświęcił to, co najważniejsze – swój czas. Jednak sport stał się ucieczką, ucieczką przed problemami w domu, jakich doświadcza rodzina z ojcem zmagającym się z chorobą alkoholową. Próba dowartościowania siebie poprzez osiągnięcia i wychodzenie z pozycji „daj – więcej medali, zwycięstw” zostało przekute w przepiękną postawę dziękczynienia. Dokonało się to jednak przez trudne doświadczenia kontuzji i poważnych operacji.

Kobieca intuicja

Sylwia jakby przeczuwając, że co niektórzy z nas mogą już mieć myśli o powrocie do domu, bo przekroczyliśmy połowę naszych festiwalowych dni, zwraca się do nas w konkretnych, mocnych słowach: nie wracajcie do domu z oklapniętą miną, bo festiwal się skończył. Jezus tutaj jest ten sam, jak Ten, który jest w miejscach, do których wrócicie.

Rzadko spotykana okazja

By po konferencji w ramach czasu przeznaczonego na warsztaty, udać się do więzienia z możliwością wysłuchania świadectwa jednego ze skazanych gamzającego grypsem. Po tym spotkaniu wszystkie dziewczyny, które marzyły o byciu księżniczkami i mieszkaniu w zamku, chyba jednak zmieniły zdanie, bo jak się okazuje słowo to może nabrać zupełnie innego znaczenia. Zamek to nic innego, jak zakład zamknięty. Dla tych, co w wyjeździe nie uczestniczyli, był to czas który mogli spędzić na spaniu? Nic z tych rzeczy! Mało tego, że jest to zadanie do wykonania w domu po powrocie z festiwalu, to jest to po prostu opcja nie realna, gdyż w Kokotku ziemia drży! Tak, tak, a to wszystko za sprawą osób uczestniczących w warsztatach bębniarskich. Trzeci dzień nauki przynosi już pełną synchronizację, więc bębny jednym głosem grają, osiągając przy tym całkiem niezły zasięg słyszalności.

Bóg kocha brudasy

Jednak o ile bród naszej duszy zmywa jednym słowem miłosierdzia w konfesjonale, o tyle z brudem naszych ciał po błotach i bagnach na trasie Biegu Festiwalowicza nikt nie jest sobie w stanie poradzić jednorazową akcją. Ktoś nawet rzucił propozycję, by zamiast próbować strategii brania trzeciego prysznica po prostu poczekać aż wyschnie i samo się odkruszy. Metody na ukończenie biegu były przeróżne, znaleźli się i tacy, którzy stwierdzili, że najwygodniejszym strojem sportowym będą… garnitury! Bieg biegiem, ale o elegancję i klasę należy zawsze dbać. Wszystkich nurtuje jeszcze jedna kwestia, czy siostra biegnąca w białym habicie będzie musiała od dziś przejść do zakonu szarytek

. Był challenge, o godzinie 16 start, a o 18 Msza i choć w linii prostej z punktu startu pod namiot, w którym celebrowana jest Eucharystia nie ma więcej niż 300 m, to dziś droga jakoś się wydłużyła…

Uczta duchowa

Tego wieczoru była podwójna. Najpierw ta ze stołu Pańskiego poprzedzona słowem bp Grzegorza Olszowskiego, który nawiązując do słów Ewangelii, iż „kto dla mego imienia opuści dom, braci lub siostry, ojca lub matkę…” stwierdza, że Bóg nie oczekuje wiele. Bóg oczekuje od nas wszystkiego. Potem ta druga – dająca uszom do spożycia recital utworów Agnieszki Osieckiej w wykonaniu Teatru Po Pracy.

Skoro już o ucztowaniu mowa, to napełniać się możemy bez końca, 24/dobę. Bożym spojrzeniem. Bożą Miłością. Bożą ciszą i Obecnością. Obecnością Boga w Najświętszym Sakramencie w Namiocie Adoracji na brzegu jeziora.

 

DZIEŃ 5

Siostra dominikanka wywołana do mikrofonu. Czwartkowy Bieg Festiwalowicza ciągle jest w nas żywy. Wspomnienie błota, bagna i kanałów cały czas widoczne na rękach i nogach.
– Niech nam siostra powie, jak się biegło w tym habicie?
– Bardzo dobrze, to było coś niesamowitego. Chciałam, żeby młodzi mogli zobaczyć, że habit nie zniewala, nie ogranicza, nie przeszkadza. Zaplanowałam to, chciałam być na tym biegu razem z młodymi. Nie trzeba dodawać, że historia prawdziwa, wszyscy uczestnicy festiwalu naocznie jej doświadczyli.

Nadzieja

Kiedy na środek wychodzi prelegent, który oświadcza, że nie potrafi głosić konferencji, a wręcz broni się przed tym, to nie pozostaje nic innego, jak tylko mieć nadzieję, że mimo wszystko coś z tego będzie. To hasło piątego już dnia festiwalu. Oczywiście ten wstęp podyktowała bratu Markowi z Taize zwykła skromność, ale też po prostu styl życia tej wspólnoty, który faktycznie nie opiera się na głoszeniu błyskotliwych kazań, a na traktowaniu wspólnoty, że ma ona być niejako przypowieścią o jedności. Brat Marek, żyjący od przeszło 40 lat w 70-cio osobowej wspólnocie, skupiającej osoby z 30 krajów zamiast konferencji po prostu podzielił się z nami doświadczeniem poszukiwania nadziei. Jej największym źródłem jest modlitwa. Jednak modlitwa, w której odważymy się powiedzieć Bogu wszystko, a nie tylko listę naszych próśb. W swojej wspólnocie bracia mają w zwyczaju wystawiać w piątek w kościele ikonę Krzyża i przez cały dzień każdy może podejść i powierzyć Jezusowi wszystko. Obecnie w dużej mierze wspólnota z Taize, udziela pomocy uchodźcom, wśród których są oczywiście wyznawcy innych religii, aktualnie goszczą również Jazydów wywodzących się z terenów Mezopotamii. Jak w tak różnorodnym środowisku zachować jedność? Przede wszystkim dzięki radości. Słowo „radość” pojawia się co najmniej 30 razy w regule braci.

Warsztaty

Wiedzie nas więc radość i nadzieja. O tak, z pewnością, lecz one doprowadzają do czegoś znacznie większego – do wdzięczności. Po czterech dniach intensywnej pracy warsztatowej w dziedzinie sportu, sztuki i nauki przyszedł czas na ich zakończenie. To, że my jako ich uczestnicy byliśmy pod wrażeniem zaangażowania, pasji i poświęcenia ze strony osób prowadzących, nie podlega w ogóle dyskusji. Ale proces brania i dawania zawsze przebiega w obie strony. Nic dziwnego, że z taką ekipą młodych ludzi, którzy przyjeżdżają na Festiwal Życia po prostu chce się pracować i dzielić, bo to podatny grunt, a nie ziarno rzucone na suchą glebę. Nie, ono już zakiełkowało, chociażby w postaci wystawki fotograficznej na ścianach festiwalowego sklepiku.

57 minut spojrzenia na Krzyż

Przyda się każdemu. W kwiatach przed ołtarzem i w Kaplicy Adoracji przebłyskuje dziś więcej czerwieni. Piątek. Jednak czerwień, to też kolor ognia i w tym właśnie duchu przeżyliśmy wspólnie Drogę Krzyżową, odkrywając w każdej stacji źródło jakiegoś rodzaju ognia, którego potrzebujemy w życiu, by coś w nas rozpalił lub strawił. Ogień prawdy i cierpienia. Ogień siły do powstania, miłości i miłosierdzia. Ogień odwagi, wewnętrznej mocy, współczucia, wytrwałości, ale też i wstydu oraz uniżenia. Ogień zwycięstwa, nadziei i wiary. Jak dany ogień rozpalić w swoim sercu? Najpewniejsza droga, to wziąć na ramiona Krzyż, co dosłownie mieliśmy okazję uczynić.

Najważniejsze spotkanie

Wieczorem, podobnie jak w poprzednie dnie gromadzimy się na Eucharystii. Bóg pozwala zbliżyć się do siebie. Posługuje się do tego „swoim narzędziem” – bp Andrzejem Iwaneckim, który nadzieję dla osób przeżywających jakieś kryzysy widzi we wracaniu do momentów szczególnego doświadczenia Boga w naszym życiu lub do początków. Nic innego, jak Ps 78 „wielkich dzieł Boga nie zapominajmy”. Kontynuacją doświadczania tej Bożej Obecności w naszym życiu było godzinne uwielbienie przy akompaniamencie naszego niezastąpionego zespołu muzycznego, zakończone możliwością przyjęcia Szkaplerza Matki Bożej Kodeńskiej, której kopia obrazu dotarła dziś na festiwalowe pole.

Pomiędzy” zazwyczaj nam się źle kojarzy. Lepiej być określonym, zdecydowanym, niż w świecie pomiędzy. Ale Festiwal Życia to specyficzne miejsce. Tutaj „pomiędzy” trzeba jak najbardziej wykorzystać, bo czas pomiędzy śniadaniem a konferencją najlepiej wykorzystać na rozmowę z kimś, kto jest obok nas, może na zaczepienie starego znajomego, może nowej inspirującej osoby, a może siostry zakonnej albo brata, księdza czy ojca. Pomiędzy. Pomiędzy nocą a dniem nasz fotograf łapie wschody słońca. Może pomiędzy zmęczeniem i chęcią doświadczenia piękna zrodzi się wola do wybrania się jutro na molo o 4.30…

 

DZIEŃ 6

“Oddajcie lejce waszego życia Duchowi świętemu. Pewnie niejeden z nas spotkał się z tego typu zachętą do zawierzenia Bogu. Ale ja? Woźnica też?” – pytała Boga Monika Gomułka, której panieńskie nazwisko brzmi nie inaczej jak właśnie Woźnica. Jak się okazuje i ona została zaproszona do „jazdy bez trzymanki”.

Wielka piątka

Ma ją każdy z nas. Wystarczy wyciągnąć przed siebie prawą rękę i po kolei odliczyć – Bóg Jest Miłością, Kocha Ciebie – od tej prostej matematyki rozpoczęli swoją konferencję Monika i Marcin Gomułkowie. Żywe i prawdziwe dzielenie się swoim życiem, poprzez grzechy i słabości, do zaproszenia w swoją relację Boga. I choć to oni stali na scenie, to jak powiedzieli – “to wy, którzy siedzicie tu przed nami tak naprawdę jesteście świadectwem, wasze uśmiechy są ogromnym świadectwem. To tylko kolejny przykład na to, że dobro szybko się rozprzestrzenia… jak ogień, zapala się jeden od drugiego”.

Młodzi małżonkowie wytknęli organizatorom Festiwalu Życia jeden podstawowy błąd – na wejściu do namiotu (a także na drzwiach każdego kościoła) powinien być napis: wstęp tylko dla grzeszników. Za rok obiecujemy się poprawić, choć mamy nadzieję, że każdy czuł się tu zaproszony. Walczyli o, jak sami mówią, czystość z odzysku. Wspierali się, choć momentami również nie rozumieli i wzajemnie prześladowali. W momencie, gdy w domu się nie przelewało, podjęli decyzję o wynajęciu drugiego pokoju, by przestać mieszkać razem przed ślubem. Uwielbiali Boga przy dźwiękach gitary w momencie, gdy lekarz stwierdził, że ciąża jest, ale serce niedorozwinięte. Dziś to piękne, zdrowe serce mieliśmy okazję zobaczyć jak biega po scenie w postaci małego Adasia, sięgającego po jabłko w wymownym momencie, gdy rodzice tłumaczyli wybór imienia dla synka. Jak to niejednokrotnie usłyszeliśmy z ust Marcina podczas tej godziny: Amen! Chwała Panu! Radujmy się!

Zbliżamy się ku końcowi

Stąd też więcej czasu wolnego, by móc go spędzić razem. Z weekendowej wolności korzystają też nasi znajomi i rodziny, by dołączyć do nas. Msza święta w samo południe przynosi owoc w postaci namiotu pękającego w szwach. A w powietrzu wisi atmosfera wyczekiwania wydarzeń wieczornych. Skoro drugi Festiwal Życia w Kokotku, to i finał był podwójny w postaci koncertu Małego TGD oraz Kuby Banach z zespołem. Był taki moment, że ani jedna stopa nie zatrzymała się na parkiecie na dłużej niż to jest potrzebne, by odbić się do kolejnego wyskoku. Jaka to piosenka tak porwała publikę? To oczywiście „Góry do góry”, które nie obyły się bez bisu. Z kolei jazzowe klimaty Kuby Badach były nastrojowym preludium do przywitania naszych honorowych gości. Tak, niektórzy przybywają dopiero w sobotni wieczór, cóż, lepiej późno, niż wcale. Generał – o. Louis Lougen OMI oraz prowincjał – o. Paweł Zając OMI wraz ze wszystkimi radnymi generalnymi obecnymi na Radzie Interkapitularnej w Obrze dołączyli do naszej festiwalowej wspólnoty wnosząc młodzieńczego ducha radości.

Skoro już o tej radości mowa, to każdy festiwalowicz wie najlepiej, że największa radość jest z wczesnego wstawania. Oficjalna pobudka na polu – tradycyjnie o 7 – ale śmiem twierdzić, że jutro o tej porze 99% uczestników będzie już dawno na nogach. Skąd takie przypuszczenia? Z prostego faktu, że wschód słońca jest o 4.50, a najlepiej ogląda się go na molo z prowincjałem – o. Pawłem.

 

DZIEŃ 7

Jakby napisać, że rano na molo zamiast wschodu słońca był zając, to mimo, że brzmi to jak jakiś żart, była to nasza poranna rzeczywistość. Uściślić tylko by należało, że był to ojciec Paweł Zając, co do wschodu słońca natomiast, który przyszliśmy podziwiać, trzeba było zadowolić się oglądaniem na komórce zdjęć sprzed paru dni. Cóż, chyba w najlepszej sytuacji byli ci, którzy zdecydowali się spać na molo i po prostu zawinęli się dalej w swoje śpiwory.

Zmartwychwstanie

Do życia. Jako temat przewodni niedzieli kończącej Festiwal Życia 2019, był bardzo wymowny, gdyż takiego małego zmartwychwstania w różnych dziedzinach naszego życia mieliśmy okazję doświadczać podczas tego tygodnia. Najpiękniejszy moment to ten, kiedy w niektórych z nas zmartwychwstała odwaga do dzielenia i dzięki temu mogliśmy wysłuchać świadectw uczestników festiwalu. Przyjrzeć się temu, co dotknęło serc wielu młodych. Ojciec generał – Louis Lougen OMI miał później podczas Eucharystii uproszczone zadanie, gdyż podczas homilii stwierdził, że tu nic nie trzeba dodawać. Trzeba wręcz oddawać – głos młodym ludziom, bo mają coś do powiedzenia. „Wy, młodzi ludzie, dajecie Kościołowi młode oblicze. I dziękujemy za to”. Przyjechaliśmy do Kokotka z różnymi pragnieniami i oczekiwaniami, czasami była to po prostu chęć spędzenia czasu wspólnie, tańcząc, śpiewając i biegając w błocie, tymczasem w tych wszystkich prostych czynnościach, jak zauważył o. Louis, daliśmy się porwać Bogu. Teraz wyruszamy w drogę, jak Eliasz, nasza droga, to powrót do domu. I na tej drodze warto dać się podtrzymać mocy Boga, który działa w modlitwie i we wspólnocie.

Dużo dobra

Którego nie sposób tak po prostu oddać w kilku słowach. Dużo osób zaangażowanych w tworzenie Festiwalu Życia, ale tak naprawdę ogromne podziękowania należą się tym, którzy odpowiedzieli na zaproszenie do uczestniczenia w nim. Festiwal Życia w Kokotku to po prostu dzieło tworzone przez nas dla nas.

I nie pozostaje nic innego, jak tylko zaprosić Was już dziś na trzecią edycję Festiwalu Życia. Znamy już termin, więc do zobaczenia 6 lipca za rok. Ojciec Tomek Maniura zdradził nam sekret, że pierwszego dnia bp Marek Solarczyk sam zapytał go o datę przyszłorocznego festiwalu i skrzętnie zapisał ją w kalendarzu, obiecując, że będzie. Bierzmy przykład z biskupa, kalendarze w dłoń i bookujemy termin. Do zobaczenia!

 

Źródło tekstu oraz zdjęć, a także jeszcze bogatsza galeria zdjęciowa: https://festiwalzycia.pl

Facebook wydarzenia

 

Zostaw komentarz

KBO ŚDM
Krajowe Biuro Organizacyjne Światowych Dni Młodzieży to kościelna jednostka organizacyjna powołana przez Konferencję Episkopatu Polski, której zasadniczym celem jest koordynacja przygotowań, zgłoszeń i uczestnictwa polskich grup w światowych spotkaniach młodzieży.